Czasami pseudonim powinien zobowiązywać. Budująca ksywa Epic kojarzy się z przede wszystkim fanom muzyki z Brentem Mazurem - członkiem zespołu nu-metalowego Crazy Town. Niestety, pod tym pseudonimem kryje się także pewien siwy raper z Kanady. Powiedzieć o nim tylko raper to za mało – przed wami najgorszy raper świata – Epic!!!
Spójrzmy najpierw na myspace’a – Erin Carroll obwieszcza światu, że należy wiedzieć o nim dwie rzeczy – „Chaps jest moim DJ-em” oraz „robię muzykę z moimi przyjaciółmi od dłuższego czasu”. Szczególnie ta druga informacja jest bardzo przydatna, bo słuchając nagrań rapera można szczerze w to wątpić. Wchodząc na youtube.com udaje się jednak zweryfikować tę informację – znajduje się tam video z bitwy fristajlowej między Epiciem a niejakim Flammable’m jeszcze z 2001 roku, więc - jak widać - kawał czasu. Epic przyznaje w jednym ze swoich kawałków „ja tylko lubię rap” - nie może to być miłość ani przyjaźń, na koleżeństwo też nie wygląda, więc co? Znajomość? Szkoda, że rap wolałby się do niego nie przyznawać.
Co świadczy o tym, że Epic jest naprawdę najgorszym raperem świata? Nie chodzi już o wygląd – faceta z typem urody ponad 40-letniego nerda, chodzącego w sweterku uszytym przez mamusię można spotkać w każdym miejscu na świecie. Gorzej z tym, co Epic chce nam zaprezentować przez muzykę – pamiętacie jedną z wielu polskich kopii „We are the world” pt. „Pokonamy falę”? Pamiętacie rapującą tam Urszulę? Zapewniam was – Epic ma o wiele gorsze flow. Zresztą chyba trudno mówić tu o jakimkolwiek rapowaniu, gdyż ekspresja wokalna Epica bardziej przypomina melodeklamację i to z naciskiem na drugi człon tego wyrazu. Głos? Zapewne tak by brzmiał Pigeon John, Noah23 (utalentowany podziemny gracz z Kanady) lub B-Real po zażyciu trzech opakowań środków usypiających i zatkaniu nosa. Teksty? Naprawdę fajnie, że bohater artykułu nie jest kolejnym raperem, który nie wie co przekazać. Epic chce pokoju, rapuje o globalnym ociepleniu. Jednak gorszy jest sposób, w jaki chce to przekazać – nie zdziwcie się zrymowaniem trzy razy pod rząd słowa „together”. Na dodatek wersy zupełnie się nie kleją ze sobą. Przykłady? „Gdy pisarze zwyciężają, zachowuje się irracjonalnie/Chcę znowu czerni, ale siwy to mój naturalny kolor włosów”, „Ja i Nomad napisaliśmy tę piosenkę razem/Wschodnie i zachodnie Niemcy znów są ze sobą”. Wspominałem bitwę z Flammable’m? Najmocniejszym wersem Epica wydaje się tam „nie jesteś Ericiem Sermonem”, ale mniejsza z tym, bo Flammable powinien raczej cieszyć się z tego, iż nie jest Epiciem – przynajmniej nikt nie wyśmiał jego idiotycznych wersów i notorycznego zacinania spowodowanego pustką w głowie.
Ciekawe czemu obiecujący wokalista i multiinstrumentalista związany z Shadowanimals – Nomad – współpracuje z takim beztalenciem jak Epic, tworząc absolutnie asłuchalną płytę? Co lepsze, ten dziwny twór promowany był przez numer „Another left wing peace song”, do którego stworzono nawet klip. Erin wygląda tam jeszcze zabawniej niż zwykle, paradując w koszulce N.W.A i i gestykulując, jakby ktoś przez przypadek uruchamiał na ćwierć sekundy nerwy odpowiadające za poruszanie rękami. Klip sugeruje, że jedną rzecz Epic potrafi – jeździć samochodem. Powinien skorzystać z tej umiejętności i pojechać gdzieś daleko, gdzie panuje wieczny pokój, a problem globalnego ocieplenia nie będzie go aż tak martwił. Proszę, Epic! Zrób to dla nas, zrób to dla rapu!
Komentarze
Dodaj komentarz