Społeczność latynoska utarła sobie ścieżkę na rynku muzycznym już w latach 70’ XX wieku, kiedy to DJ tacy jak Charlie Chase pokazali, na co ich stać na bitwach i imprezach blokowych w dawnym Bronxie. Jednak dopiero 20 lat później jedna grupa wybiła latynoską kulturę na szczyt drabiny hip hopu, która udowodniła, że rapować można również w hiszpańskim języku, przez co zatarła etniczne mury, między, które dzieliły grupy Latynosów, afro amerykanów i innych.
Na ósmą płytę składu Cypress Hill musieliśmy czekać sześć lat, tyle minęło od ukazania się słabego krążka Till Death Do Us Part, z którego godny zapamiętania był hit What’s Your Number, grany swojego czasu we wszystkich rozgłośniach radiowych. W 2001 roku Cypress popełnili inny hit- „Rock superstar”, gdzie można było zauważyć, że grupa idzie w nowym kierunku, wpółpracując w owym czasie z Linkin Park i Limp Bizkit. Mamy 2010 rok a płyta Rise up jest powodem do zadania sobie trudu rozwiązania kwestii odbiorcy krążka. Czy są to hip hopowe mózgi, czy dzieci rocka? Otóż odpowiedź jest bardzo przewidywalna- płyta jest dla jednych i dla drugich. Cypress Hill zawsze odważnie mieszali style i klimaty, tym razem również to zrobili. Płytę otwiera zachowany w starym, dobrym, hip hopowym klimacie It Ain’t Nothin, kawałek, który daje do zrozumienia, na czym polega potęga i ponadczasowość Cypress. Bit jest agresywny, połączenie świeżości ze starą szkołą. Zuchwalstwo, pyszałowatość, humor, gra słów i energia, jaka płynie od twórców Rise up’a to niezaprzeczalnie idealny przepis na sukces, który może być kwestią wątpliwą. Płynąc dalej docieramy do Light It Up, który może nie jest rewelacyjnym wytworem Peta Rocka, ale w tle można usłyszeć gitarę geniusza Toma Morello. I w następnym kawałku usłyszymy rockowy wpływ, tylko bardziej wyraźnie. Rise up, to kawałek, który udowadnia, że płyta jest bardzo nierówna. Tutaj błyskotliwość Cypress nie ratuje utworu. Predzej czy później zostaje puszczony w niepamięć, nawet jak dla przeciętnego fana muzyki rockowej. Długo zastanawiałam się jak mam opisać Get it Anyway, kawałek jest niby to utrzymany w hip hopowym stylu, ale z wyluzowaną domieszką rocka. Efekt mikstury- mdły utwór. Jednym światełkiem w rockowej części albumu jest Trouble Seeker, w którym usłyszymy członka formacji System of a Down, Darona Malakiana. Zwinne połączenie gitary, ocierającej się o metal, z hip hopem.
Orzeźwiła mnie kolejna pozycja, Pass the dutch, który jest kwintesencją tego, o czym pisałam wyżej, humoru i zabawy z ciężkim tłem na zapleczu. Armanda Latina umocniła mnie w przekonaniu, ze Cypress Hill sami nie wiedzieli, czego oczekują od płyty, co chcą przekazać i kto ją ma kupić. Uważam język hiszpański za bardzo zmysłowy i ciekawy, plus za wstawki Marca Anthonego w nim, ale sama kompozycja utworu odbiega całkowicie od tego, co słyszymy na innych. Typowo latynoskie brzmienie, sprawia, że nagranie jest komiczne, biorąc pod uwagę fakt, że Rise up to płyta skategoryzowana, jako hip hopowa. Świetny kawałek to żywiołowy I Unlimited, wyprodukowany przez B-Reala. Podobnie jest z dynamicznym Bang Bang.
Rise up, którego premiera była kilka razy przekładana, ukazał się 20 kwietnia b.r. Otrzymaliśmy produkt, który jest polączeniem korzeni hip hopu, odniesieniem do kultury latynoskiej i miłości do muzyki rockowej. Pomimo rozgałęzień, jakie za sobą niesie, album nosi dobry tytuł, bo Cypress Hill, po prawie 20 latach od swojego debiutu i podróży, jaką odbyli przez ten czas, unieśli się bardzo wysoko, po raz kolejny, ale na nowo.
Komentarze
Dodaj komentarz